TROCHĘ HISTORII
Z której dowiemy się jak pranie brudnej koszuli i
papierowe torebki, oraz niechęć do podróżowania profesora Akademii Nauk
wyniosły ludzkość w przestworza...
Początkiem była historia pewnego prania, które odbyło się w domu
papierników z Annonay pod Lyonem - braci Etienne i Josepha Mongolfier. Susząc
raz koszulę nad kominkiem zauważyli, że buchające znad paleniska rozgrzane
powietrze unosi materiał do góry. Historia mówi, że wtedy to właśnie
zaintrygowani zaobserwowanym zjawiskiem sięgnęli do traktatu o powietrzu
Josepha Priestleya. Tak więc pod wpływem tej oszałamiającej jak na owe czasy
lektury zaczeli eksperymentowac z papierowymi torebkami, które napełnione
gorącym powietrzem nad piecem kuchennym unosiły się aż do sufitu. Eksperementy
z papierowymi torebkami naprowadziły ich na pomysł stworzenia balonu. Pierwszy
balon, który skonstruowali bracia Montgolfier został nazwany (wyrażając
tęsknotę całych pokoleń mieszkańców ziemi) "Ad astra" czyli "Do gwiazd".
Wykonali go po wielu próbach - z płótna i papieru. Miał średnicę ponad 10
metrów i wypełniało go rozgrzane, zatem rozrzedzone i przez to lżejsze od
atmosferycznego powietrze, które ogrzewane było przez palące się pod nim (o
zgrozo) ognisko. Balon był balonem bezzałogowym. Pierwszy raz wzbił się w
niebo z rynku w Annonay 5 czerwca 1783 r. W
ciągu 10 minut osiągnął wysokość około 500 metrów. Chciałbym zacytować za
"Gazetą Warszawską" z dnia 8 września 1783 r. Jak cały eksperyment odebrali
współcześni:
"Mamy świeży wynalazek, który Zwierzchność tutejsza
osądziła za rzecz przyzwoitą podać do wiadomości publicznej zapobiegając
próżnym strachom, które by nowość rzeczy sprawić mogła między pospólstwem.
Rachując różnicę ciężkości pomiędzy powietrzem nazwanym "palącym się" i
powietrzem naszej atmosfery, docieczono tego, że wielka jaka kula z lekkiej
materyi, napełnionatym powietrzem "spalającym się" powinna sama przez się
podnieść w niebo i póty coraz wyżej lecieć, póki te oba powietrza nie będą z
sobą w równej wadze co być nie może, chyba w wielkiej wysokości. Pierwsze tego
doświadczenie uczynione było w Langwedocji w powiecie Vivarais w mieście
Annoniakau od samych wynalazców Panów Montgolfier. Bania z płótna i papieru
zrobiona, mająca 150 stóp obwodu i tym powietrzem "spalającym się" napełniona,
podniosła się sama przez się do znacznej wysokości, której zrachować nie można
było."
O balonie braci Montgolfier dowiedziała się Francuska Akademia Nauk.
Poleciła ona francuskiemu fizykowi i chemikowi niejakiemu Jaquesowi Charlesowi
zbadanie prawdziwości informacji. Charlesowi nie chciało się jechać do
miasteczka pod Lyonem. Uznał, że prościej będzie skonstruować własny balon.
Wieści - niezbyt dokładne - głosiły, że balon Montgolfierów wypełniony jest
czymś lżejszym od powietrza, zatem Charles napełnił swój aerostat jedynym
znanym wówczas gazem, który spełniał ten warunek - wodorem. Do wytworzenia
wodoru wykorzystano drewnianą beczkę, którą wypełniono 1000 funtami wiórów
żelaznych i zalano 500 funtami kwasu siarkowego. Ta wybuchowa wytwornica gazu
pozostawała przez całą noc przed startem pod silną strażą (wiemy jak
niebezpieczny jest wodór). Następnego dnia wystrzał armatni oznajmił, że
napełnianie balonu gazem zakończono. Sądząc, że naśladuje Montgolfierów, 27
sierpnia 1783 r. Przeprowadził w Paryżu doświadczenmie - bezzałogowy lot. W
ciągu 2 minut balon osiągnął 1000 metrów wysokości, lot trwał około 42 minuty,
a balon wylądował we wsi Gonesse odległej od Paryża o 22 km. Tam został
"powitany" przez mieszkańców wsi najpierw celnym strzałem ze śrutówki, a
następnie zniszczono go za pomocą wideł, cepów i łopat. Pogromców wystraszyło
przykra woń wydobywająca się z nieznanego stworzenia co utwierdziło
prześladowców w przekonaniu, że zniszczyli diabelskie dzieło. 12 września 1783
r. bracia Montgolfier przybyli do Paryża i zademonstrowali balon swego pomysłu,
wykonany pospiesznie w fabryce tapet w Reveillon. Niechęć Jaquesa Charlesa do
podróży przyczyniła się do powstania nieco innych aerostatów. Balony podzieliły
się więc na dwa typy: napełniane rozgrzanym powietrzem nazwane montgolfierami i
napełniane wodorem zwane szarlierami (od Charlesa). Rywalizacja między nimi
trwała do końca XVIII wieku. Potem balony na ogrzane powietrze wyszły z użycia.
Znacznie później łoatwo palny wodór w szerlierach zastąpiono niepalnym helem.
Pierwszymi aeronautami były kaczka, kogut i baran, których bracia
Montgolfier umieścili w klatce, włożyli do gondoli i wypuścili w powietrze.
Start odbywał się w Wersalu w obecności króla w dniu 19 września 1783 r.
Zwierzęta wylądowały pomyślnie. Oto co na ten temat pisze znana już nam z
przekazów "Gazeta Warszawska":
"Przeszłego piątku czyniono próbę w Wersalu bani
wynalezionej od panów Montgolfier w przytomności Królestwa Ichmościów, całego
dworu i wielu tysięcy spektatorów. Przez 10 minut napełniał Pan Montgolfier tę
niesłychaną banię palącym powietrzem. Podniosła się ona wprzód letka w górę, co
zaraz powszechne u wszystkich podziwienie sprawiło. Zatrzymała się potem około
siedmiu minut na powietrzu i na 200 sążni wzniosła w górę. Zachodni wiatr
przyniósł ją, iż horyzontalny bieg wzięła i nazad po tym się spuszczała przez
27 prawie sekund. Na ostatek spadła na ziemię o pół godziny drogi od tego
miejsca, na którym się wznosiła. W tej bani znaleziono dziurę. Przywiązany do
niej był kosz, w który wsadzony był skop, kur i kaczka, które żyły wszystkie i
zgoła nie zdziczały. Po tej próbie Pan Montgolfier był Królewstwu Ichmościom
prezentowany i najłaskawiej od nich przyjęty".
Na naśladowców długo nie czekano - 15 października 1783 r. żądny sławy
Jean Pilatre de Rozier poszedł w ślady zwierząt: wsiadł do balonu i poleciał.
Na wszelki wypadek, balon był uwiązany i wzniósł się na wysokość jedynie 20
metrów. Rozochocony doświadczeniem de Rozier już 37 dni później dokonał
pierwszego lotu nad Paryżem wolną montgolfierą, a towarzyszył mu markiz
Francois d`Arlandes.
Odbyło się to w dniu 21 listopada 1783 roku, kiedy odważny Jean Pilatre
de Rozier oraz markiz Francois d`Arlandes odbyli pierwszy lot balonem nad
dachami Paryża. Wyglądało to mniej więcej tak jak opisuje to "Gazeta
Warszawska" z dnia 13 grudnia 1783 r.:
Bania podniosła się
w powietrze z wielką wspaniałością i wygórowała najmniej do trzech tysięcy stóp
[...] Gdy podniaosła się na 250 stóp, dobrze jeszcze widziani byli Margraf
d`Arlandres i P. Piltare de Rozier, w niej będący i zdjęciem kapelusza
patrzących żegnający; ale w dalszej wysokości już ich dojrzeć nie można. [...]
Wszystkich patrzących serca ściśnione były, już przez zdziwienie, już przez
bojaźń o tych uczonych i młodych ludzi, którzy na takąpowietrzną podróż
odważyli się, a to mając jeszcze przy sobie pałający piec, od którego tylko
płótnem oddieleni byli, a przy nim galeria materiałami od zapału zdatnymi
napełniona. Jakoż na to dziwne i okropne zjawisko poglądające niektóre damy
omdlały [...] Podczas tej podniebnej podróży, dodawaniem ustawicznym ognia tak
się zagrzała, że się kurczyć i marszczyć z trzaskiem zaczęła; zaczem oba naraz
zgodzili się, że czas do ziemi zbierać. Umniejszywszy zatem ognia, spuszczać
się na dół zaczęli, lecz widząc, że im przylądować przyszłoby na paryskie dachy
lub na wieże kościelne [...] (które im, owszem cały Paryż, gdy byli w
najwyższej wysokości, tak się wydawał jak kupa złożonego gruzu lub kamieni)
przeto unikając tych w żeglowaniu swym szkopułów, znów śmiało dodali ognia i
wyniósłszy się w górę, przelecieli Paryż, a potem spuścili na wolne pole [...]
Najpierwsze staranie było odmienić im bieliznę, gdyż powrócili z tej drogi
zlani potem, częścią od pracy koło swego pieca, częścią też może od słusznego
strachu, szło im albowiem o dwie wielki razem rzeczy, to jest o życie i
honor..."
Tak wyglądał pierwszy w historii lot załogowy balonu na ogrzane
powietrze. Pamiętamy, że profesor Francuskiej Akademii Nauk Jacques Charles
wynalazł inny rodzaj balonu, a mianowicie balon napełniony gazem lżejszym od
powietrza. Widząc sukcesy braci Montgolfier pokusił się o wykonanie pierwszego
lotu załogowego. Jak na poważnego naukowca przystało, wziął się do tego zadania
bardzo poważnie. Nowy balon Charlesa został zbudowany bardzo solidnie, jego
konstrukcja stała się pierwowzorem balonów gazowych na następne 200 lat (latają
do dziś z niewielkimi zmianami). Kulista powłoka została zszyta z podgumowanego
jedwabiu. W górnej części powłoki umieszczono klapę-zawór (dziś zwaną klapą
nawigacyjną) służącą do wypuszczania gazu w celu obniżenia wysokości a
uruchamianą z gondoli za pomocą sznura, oraz woreczki z piaskiem, które
zręcznie opróżniano w trakcie lotu chcąc wznieść się do góry. Ciekawym
rozwiązaniem było zastosowanie w dolnej części rękawa służącego do napełniania
balonu gazem, a podczas lotu pełnionego rolę zaworu bezpieczeństwa. Całość
nakryta została siatką, a jej końce za pomocą sznurów zostały przymocowane do
gondoli. Do tak przygotowanego balonu profesor zabrał ze sobą barometr,
termometr i oczywiście dla otuchy towarzysza podróży - bo jak wiadomo we dwóch
raźniej (źródła historyczne podają, że był to jedenz wykonawców balonu). W dniu
1 grudnia 1783 r. balon Charlesa wystartował z Paryża i po prawie dwu godzinnym
locie na niezbyt dużej wysokości wylądował 40 km od Paryża. Rozochocony tym
sukcesem profesor wykonał następny lot, z gondoli wysiadł towarzysz podróży, a
balon z aeronautą wzniósł się na wysokość 2700 m, po czym bezpiecznie
wylądował.
Tak zakończył się pamiętny dla historii lotnictwa rok 1783, bohaterzy
poznanych przez nas wydarzeń zostali uhonorowani członkowstwem Francuskiej
Akademii Nauk i wysokimi nagrodami, a nawet dożywotnimi rentami, nie mówiąc już
o względach pięknych dam.
"Polacy nie gęsi i swój" balon mają. Poniżej znajduje się historia o
tym, jak ksiądz Osiński chciał zarobić na transporcie lotniczym 24 tysiące
złotych.
Prace nad budową balonu na ogrzane powietrze rozpoczęto również w
Polsce już w grudniu 1783 roku w Krakowie pod patronatem Kolegium Fizycznego
Szkoły Głównej Koronnej przy aprobacie Komisji Edukacji Narodowej. Należy
pamiętać, że krakowska uczelnia utrzymywała ścisły kontakt z Akademią
Francuską, więc polscy naukowcy mogli śledzić na bieżąco postępy prac nad
aerostatami, co zaowocowało wypuszczeniem pierwszego modelu balonu w powietrze.
Odbyło się to 17 stycznia 1784 roku. Natomiast balon gazowy (model)
skonstruowany przez chemika i mineraloga królewskiego Stanisława Okraszewskiego
wzleciał w powietrze w Warszawie w dniu 12 lutego 1784 roku. Polskie kroniki z
tamtego okresu odnotowują kilkanaście prób z balonami na ogrzane powietrze,
które odbyły się w 1784 roku. Najważniejszą z nich była próba lotu polskiej
załogi, która odbyła się a Kamieńcu Podolskim. Dzięki finansowemu wsparciu
generała Jana de Witte został zbudowany balon papierowy o średnicy 15 m, który
miał unieść dwóch aeronautów, lecz czy to złe wykonanie lub też za duża
temperatura podczas startu spowodowały pęknięcie powłoki. Balon został
opuszczony przez załogę na ziemi i wystartował sam, osiągając wysokość 240 m.
W tym samym roku wybitny polski fizyk Józef Osiński jak dalej się
okażeosobnik bardzo przedsiębiorczy napisał pracę pod tytułem: "Robota machiny
powietrznej Pana Montgolfier", z której dowiadujemy się, jak zbudować balon i
jak przeprowadzić stosowne obliczenia. Autor poszedł dalej w swoich
rozważaniach i zamieścił projektwłasnego balonu, za pomocą którego można
przewozić ładunki o masie ok. 640 kg. Projekt przewidywał zadziwiająco prosty sposób
napędu: balon utrzumując się na niewielkiej wysokości byłby ciągniony przez
parę koni. W ciągu roku balon pokonywałby 20 krotnie drogę z Krakowa do
Warszawyprzynosząc zyski sięgające 24 tysięcy złotych. Należy zauważyć z pewną
satysfakcją, że nasi pradziadowie byli w czołówce teoretyków zajmujących się aerostatami,
a co najważniejsze to to, że trzymali rękę na pulsie światowych wydarzeń
wykazując niezły zmysł finansowy.
Opr. Piotr Górny
|
|